• Wpisów:9
  • Średnio co: 201 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 10:28
  • Licznik odwiedzin:1 710 / 2015 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 6- Walka
Na ekranie Cerise widziała ciemny pokój. Na środku niego stał Heartfelt, a za nim Scar.
-Droga Cerise, masz ostatnią szansę na pokochanie mnie, bo inaczej zabiję twojego kochanego.- rzekł Scar.
Cerise ni nie odpowiedziała.
-No, to jak?- pytał.
-Nigdy!- krzyknęła Cerise.
Scar podszedł do bezbronnego Heartfelta. Kopnął go z całej siły w tułów. Heartfelt zawył z bólu, ale powstał. Podbiegł kulejąc do Scara i zadał mu równie bolesny cios.
-Nie chciałem tego robić...- powiedział głośno Scar. Jego róg zaświecił się. Niebieski pegaz zawył ponownie. Zaczął się wić na podłodze. Cerise zaczęła płakać.
-Przestań!- wrzasnęła.
-Więc?- spytał.
-Jak chcesz. Przepraszam cię Heartfelt.- szepnęła łkając słone łzy.
-Wiedziałem.- uśmiechnął się szyderczo Scar.
Cerise znalazła się w jakimś domu, obok niej był Scar. Odsunęła się gwałtownie.
-Zabij mnie, już wolę śmierć, niż ciebie kochać, a Heartfelt nie zasłużył na ból.- powiedziała mocnym i zdecydowanym głosem Cerise.
Scar uniósł brew.
-Jeżeli chcesz... ale obaj zginiecie.
-On ci nic nie zrobił.- mówiła Core.
-Zrobił, odebrał mi ciebie.
-Nie odebrał. Sama wybrałam. On jest kochany, nigdy mnie nie skrzywdził, a ty mnie szantażowałeś. Nigdy cię nie będę kochać.
Scar zastygł w bezruchu. Jego róg zaświecił się. Kucyki były znów w ciemnym pomieszczeniu.
-Przepraszam.- szepnęła do ucha Heartfelta Cerise płacząc.
-Nie przepraszaj, to ja jestem za słaby, by nas obronić. To ja przepraszam.
-Cerise wybrała śmierć, więc macie kilka minut na pożegnanie się.- powiedział głośno Scar wywracając oczami.
-Chcesz umrzeć? Dlaczego? To ja powinienem umrzeć.- rzekł Heartfelt.
-Nie, nie mogę patrzeć, jak cierpisz, teraz moja kolej.
-To chcę umrzeć razem z tobą.- powiedział błękitny pegaz.
-Dla mnie spoko.- powiedział Scar.
-Więc proszę, ale najpierw ja.- powiedziała Cerise.
-Równocześnie was zabiję i będzie po wszystkim.- rzekł Scar.
-Żeganaj.- szepnęła przez łzy Cerise do Heartfelta przytulając go do siebie.
-Żegnaj, kocham cię.- szepnął.
Nagle obydwa kucyki poczuły okropny ból.
-No co? Czas się skończył.- powiedział Scar jakby nigdy nic.
Dwa pegazy pokiwały głową. Wstały i podbiegły do Scara kopiąc go w twarz.
-Ej, nie na to się umiawialiśmy.- krzyknął Scar. Ból przybrał na sile.
Heartfelt uderzył wroga kopytem w brzuch, Cerise w twarz. Zaczęła się krwawa bitwa. Scar nie mógł się skoncentrować na magii, więc pegazy nic już nie czuły. Jednorożec szybko spojrzał na swój róg, po czym wbił go Cerise w lewy bok. Klacz upadła na ziemię. Heartfeltowi zaczęły lecieć łzy, bitwa była bardziej zacięta. Ostateczny cios pegaza był wycelowany na róg jednorożca. Pegaz chwycił go dwoma kopytami, wywrócił brutalnie Scara, przez co róg oderwał się od reszty ciała. Heartfelt wbił ostry róg w serce przeciwnika. Podbiegł do Cerise.
-Jak się czujesz?- szepnął do niej.
-Boli.- rzekła cerise lekko się uśmiechając.
-Wyjdźmy stąd.- powiedział pegaz pomagając wstać Cerise.
 

 
Rozdział 5- Niespodziewany gość.
-Och, jak dobrze, że cię wypuścili! Trzeba jakoś to uczcić!- mówiła podekscytowana Cerise Core do Heartfelta.
-Też się cieszę, tylko to oko mnie przeraża.- powiedział smutno uśmiechając się.
Nad jego okiem rozciąga się czerwono różowa blizna, aż do końca jego nosa.
-No nie najpiękniejsza, ale jeszcze raz dziękuję.- powiedziała klacz przytulając Heartfelta.
-No dobra, choćmy może na pizze?- spytał.
-A może do kina? Mówią, że leci jakiś fajny film.
-Hmm... ok, ale potem na pizzę, jedzenie samych herabtników i suchych kanapek ze stokrotką mnie znudziły.- rzekł mrugając porozumiewawczo okiem.
-Wiem coś o tym.- powiedziała Cerise śmiejąc się.
*Po seansie*
-Mniam, dobra ta pizza.- rzekła Cerise z pełnymi ustami.
-Wiem co dobre.- odpowiedział Heartfelt.
-Wpadniemy potem do mnie?- spytała pegazka.
-Jasne! Ej, obiecałaś mi, że kiedyś u ciebie zanocuję.
-No, miałeś nocować u mnie dwa tygodnie temu, ale ten wypadek...- wspomniała.
-To jak?- spytał.
-Oczywiście, że możesz u mnie spać!- powiedziała zadowolona Cerise.
-Uuu... najadłem się, już nie mogę.- zajęczał aktorsko Heartfelt.
Cerise zachichotała.
-Też już nie chcę.- rzekła klacz.
-To chodźmy!- krzyknął pegaz.
Dwa kucyki pogalopowały do domu Cerise.
-Która jest godzina?- spytał.
-Osiemnasta.- odpowiedziała pomarańczowa klacz.
-Zaraz nasz serial! Włącz telewizor proszę.- poprosił kucyk.
-O, dzięki że przypomniałeś.- powiedziała Cerise włączając telewizor.
-Co było w poprzednich odcinkach?- spytał.
-Stefan jej powiedział, kim jest.- odpowiedziała.
-Wow, to zobaczymy, co będzie teraz.- podekscytował się niebieski pegaz siadając na kanapie.
-Chcesz coś do picia?- spytała Core.
-Nie, dziękuję.- odpowiedział Heartfelt.
-Ok, o już jest.- krzyknęła Cerise siadając obok pegaza.
Kucyki oglądały w spokoju serial. Na połowie odcinka obraz się zmienił. Tak zwana "burza śnieżna".
-Cholerka.- szepnęła Cerise podchodząc do telewizora zaczynając go lekko kopać, by zadziałał. Nagle Heartfelt padł na podłogę. Cerise błyskawicznie się odwróciła. Z początku widziała tylko swojego krwawiącego ukochanego, ale potem w ciemności zabłyszczały jaskrawo czerwone oczy. Sylwetka kucyka się ukazała w całości.
-Scar? Co ty robisz?- spytała Cerise bojąc się.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię, o ile zrobisz to, co i rozkarzę.
-No to czego chcesz?- spytała, tym razem pewnym głosem.
-Kocham cię, bądź ze mną.- rozkazał.
-Co?! Nigdy, ja kocham Heartfelta.
-Nir to nie.- Scar uśmiechnął się złowieszczo, jego róg zabłyszczał w ciemności. Klacz poczuła lekkie mrowienie w ciele. Obraz przed nią zmienił się, była w szarym pomieszczeniu, przed nią był duży telewizor. Włączył się. Obraz widniejący na nim ją przeraził.
 

 
Rozdział 4- Luz blues
-Do zobaczenia! Będę cię odwiedzać!- rzekła Cerise wychodząc z sali.
-Pa, bądź ostrożna!- pożegnał ją Heartfelt. Cerise wyszła ze szpitala. Przed nim stał Veushei.
-O, hejka, co tu robisz?- spytała.
-Siemka, czekałem na ciebie, inni też czekają, tyle że gdzie indziej.- powiedział.
-Więc?
-Więc idziemy.- rzekł jednorożec prowadząc Cerise w stronę parku.
Gdy dotarli na miejsce była tam grupka znanych Cerise kucyków. Była Pinkosława, Clarise, Serene, Teresa, Jenny i Jessie.
-Cześć, Cerise już jest.- zakomunikował Veu.
-O, cześć! Jak się czujesz?- spytała Teresa ściskając przyjaciółkę.
-Już dobrze, kopytko wkurza, ale spoko.- odpowiedziała Cerise.
-Hej, Cerise, mamy w planach pójście na lody do Cukrowego Kącika, idziesz z nami?- spytała Jessie.
-Jasne!- odpowiedziała z entuzjazmem Core.
Kucyki usiadły przy bardzo dużym stole w cukierni. Pani Cake podała przyjaciółom lody. Kucyki zajadały się. Cerise miała smak bakaliowy, Jenny truskawkowy, Jessie jabłkowy, Teresa i Serene czekoladowy, Pinkosława śmietankowy a Veushei jako jedyny miał sorbet malinowy. Po zjedzeniu lodów grupka poszła na jezioro.
-Ja nie mogę.- rzekła cerise pokazując na gips.
-A ja nie chcę.- powiedziała Jessie kładąc się na trawie. Reszta wskoczyła do ciepłej wody.
-Kiedy ci to zdejmują?- spytała Jessie pokazując na gips.
-Za półtora miesiąca.- odpowiedziała Core.
-Uuu... masz pecha, przecież niedługo wakacje.
-No, szkoda.- Cerise posmutniała.
-Ej, ale się nie załamuj! Tylko pół miesiąca wakacji będziesz miała gips, a reszta to tylko woda, woda i woda!- pocieszała Jessie.
-Wiem.- powiedziała Cerise uśmiechając się.
-Jessie! Jest świetna woda, na pewno nie chcesz przyjść?- zawołała Jenny.
-Nie!- odkrzyknęła pomarańczowa klacz.
-A możesz latać?- spytała znów pegazka.
-Przez pół miesiąca nie.- odpowiedziała Cerise.
-A jak tam Heartfelt? On za tydzień wychodzi, co nie?
-Tak, szkoda mi go, ale jestem mu wdzięczna.
-No, chciałabym takiego odważnego chłopaka, masz szczęście.- powiedziała Jessie.
Kucyki siedziały nad jeziorem do wieczora. Potem wszystkie rozeszły się do domów. Z obietnicą Jenny, Cerise spała u niej. Najpierw klaczki zrobiły sobie różne pyszności, potem zasiadły przed telewizorem i oglądały film. Zasnęły dopiero o godzinie pierwszej w nocy. Wstały zaś bardzo wcześnie. Jenny wpadła na świetny pomysł, by zrobić żart Jessie. Klacze przygotowały do tego duże pudło, farby i taśmę klejącą. Pomalowały pudło od wewnętrzej strony w krajobraz kosmosu. Położyły pudło nad Jessie. Gdy się obudził, myślała że jest w kosmosie, a że dziewczęta przykleiły pudło do podłogi, trochę z nim walczyła. Później wszystkie trzy się śmiały.
 

 
Rozdział 3.- Odwiedziny.
-Wiesz co, miałam dziwny sen.- rzekła Cerise do Pinkosławy.
-Tak? A co ci się śniło?- spytała.
Cerise opowiedziała o całym tym śnie.
-Jejku,no to rzeczywiście dziwny.- oceniła Pinkosława.
-Postąpiłabyś tak?- spytała Cerise.
-Nie, no coś ty! Jesteśmy przyjaciółkami, nie zrobiłabym czegoś takiego.- powiedziała Pinkosława śmiejąc się i zaraz przytulając koleżankę.- A właśnie, przyprowadziłam kogoś.
-Kogo?- spytała zaciekawiona Cerise. Zza drzwi wyszedł Veushei z bukietem kwiatów i jakimś pudełkiem. Przywitał się i przytulił chorą.
-Jak się czujesz?- spytał się jej wręczając pudełko, a kwiaty wstawiając do pustego wazonu obok.
-Trochę lepiej, ale boli, i dzięki za czekoladę.- rzekła Cerise.
-Drobnostka, kiedy was wypuszczają ze szpitala?- spytał.
-Ja za tydzień, a Heartfelt za dwa.- pokazała na śpiącego pegaza.
-Pewnie nieźle oberwał, co?- spytał.
-Nie wiem, nic nie pamiętam.- odpowiedziała smutna Cerise.
-O, szkoda.- powiedział Veu.
-Pewnie musimy zaraz wyjść, wczoraj mnie szybko pielęgniarka wywaliła.- powiedziała Pinkosława śmiejąc się.
-Masz rację Pinkosławo, musicie już iść- rzekła poważnym tonem głosu pielęgniarka. Pegazka zaczerwieniła się i wyszła wraz z jednorożcem.
-Pa!- powiedziała już zza drzwi do przyjaciółki. Cerise jej pomachała.
-Muszę wymienić kroplówkę.- powiedziała do Cerise pielęgniarka grzebając z kroplówką.
-Kto zadzwonił po pogotowie?- spytała ranna pegazka.
-Nie wiem, jakiś ogier.- odpowiedziała.
"Heatfelt na pewno nie, bo on był nie przytomny, więc kto?" myślała Core. Do białych drzwi ktoś zapukał. Cerise popatrzyła na pielęgniarkę.
-Yhh...- burknęła jednorożka otwierając drzwi. Za framugą drzwi stała jasno żółta klacz z kolorową siatką w pyszczku. Weszła do środka i przywitała Cerise.
-Serene! Jak miło! Jak tam ty i Teresa?- spytała zadowolona pegazka.
-Teresa ma się dobrze, właśnie wyjechała do wujostwa. Jak się czujesz?
-Nawet spoko, co tam masz?- spytała zaciekawiona Cerise. Serene zaśmiała się i podała torbę przyjaciółce. W środku były słodycze i kartka z życzeniami.
-Dziękuję.- powiedziała zadowolona Cerise odkładając torbę na stoliczek.
-Yhm... witaj Serene, dawno cię nie widziałem!- mruknął Heartfelt uśmiechając się.
-Ojej, nie wiedziałam że to ty! Kupe lat! Jak się czujesz?- spytała Serene.
-Dobrze, po tej drzemce mi lepiej.- odpowiedział.
-Wy nadal jesteście parą? Już tyle lat?- spytała.
-Nom.- powiedziała dumnie Cerise.
-Wow, ciekawe ile jeszcze będziecie razem. Może skończy się wielkim weseliskiem?
-Wątpię, ale kto wie.- powiedziała Cerise śmiejąc się.
 

 
Rozdział 2- Sen czy jawa?
Cerise jak najszybciej wyleciała przez okno w stronę Canterlotu. Miała szczęście, że farma dziadków była blisko stolicy Equestrii, więc dotarła tam po pięciu minutach. Stanęła przy starym budynku, zastała tam już tylko Pinkosławę. Cerise pokazała jej kartkę. Pegazka przeczytała jej treść.
-Co to ma być?- spytała surowym głosem Cerise.
-Yyy... nic.- powiedziała Pinkosława.- A w ogóle skąd to masz?- spytała tym samym tonem.
Cerise opowiedziała Pinkosławie wszystko, co właśnie przeżyła.
-Ehe, bardzo, znowu kłamiesz.- powiedziała Pinkosława.
-Jak nie chcesz wierzyć to nie, odpowiedziałam co, to teraz twoja kolej.
-Tak, jak chcesz wiedzieć, to ja napisałam.- powiedziała zdenerwowana żółta pegazka.
-Dlaczego? Myślałam, że ta przyjaźń to prawda.- spytała zdruzgotana Cerise.
-No to się myliłaś, twój charakter mi nie odpowiada, nie lubię kucyków, które wiecznie mają o coś pretensje, są zazdrosne lub wymuszają płacz, by tylko im uwierzyć.- rzekła Pinkosława.
Cerise popłynęła po policzku pojedyncza łezka.
-Co, znowu ryczysz?- spytała dumna z siebie Pinkosława.
Łza spadła na ziemię. Obraz Cerise rozmazał się, wszystko przelało się czarną barwą. Otworzyła oczy.
-Nic ci nie jest?- spytała Pinkosława.
Cerise rozejrzała się. Była w jakimś łóżku, bardzo bolało ją kopytko i głowa.
-Gdzie jestem?- spytała.
-W szpitalu, nie pamiętasz?- rzekła zmartwiona Pinkosława.
-Nie?- powiedziała Cerise patrząc na złamane kopytko.- Co się stało?
-Sama nie wiem, spytaj później Heartfelta, on nadal śpi.
Cerise gwałtownie obróciła głowę o 90 stopni. Obok niej było łóżko, na którym leżał Heartfelt. Na głowie miał bandaż, złamane tylne kopytko i dziwną przepaskę na oku.
-Panno Pinkosławo, proszę już wyjść.- rzekła znudzonym głosem pielęgniarka.
-Trzymaj się.- szepnęła Pinkosława do Cerise wychodząc.
Cerise nie wiedziała co myśleć. Czy to był tylko sen, i co się tak na prawdę stało z nią i Heartfeltem? Jej ukochany zajęczał i powoli otworzył oko (bo drugie było przesłonięte).
-Heartfelt, co się stało? Nic nie pamiętam!- powiedziała Cerise patrząc na niego.
-Byliśmy na spacerze niedaleko Ponyville na takiej górze, nie pamiętam nazwy, i chyba ona nawet nie ma nazwy, ale nie ważne. Więc szliśmy, był wieczór, usiedliśmy na skraju tej góry i patrzyliśmy na zachód złońca. Nagle ktoś zaczął cię krzywdzić, czyli wbił ci nóż w skrzydła, więc obroniłem cię wchodząc przed ciebie. Ja oberwałem w okolicach oka.- Tu pokazał na przepaskę.- Ten ktoś nas zepchnął w przepaść i uciekł. My spadaliśmy, ty miałaś zranione skrzydło więc nie mogłaś latać, ja nic nie widziałem. Ty spadłaś na głowę, chciałaś jakoś zamortyzować upadek, więc spadłaś też na kopytkoc je, a ja na tylne kopytko, gdy je złamałem, straciłem równowagę i upadłem dodatkowo głową na kamień.- powiedział Heartfelt.
-Ojejku, dziękuję, ale kto to był?- spytała Cerise.
-Nie wiem, jakiś szary jednorożec.- odpowiedział Heartfelt.
 

 
Rozdział 1- Lustro.
W Canterlocie były niemal wszystkie kucyki z Equestrii. Brakowało tylko jednej rodziny z niewielkiego miasteczka, którego nawet nie ma na mapie Equestrii. Rodzina ta składała się z trzech kucyków. Dwaj emeryci, oraz młoda i żwawa pegazica o imieniu Cerise. Owa pegazka była wściekła. Jej rodzice nie puścili jej na uroczystość, gdy Twilight Sparkle miała być koronowana, ktokolwiek to nie był. Musiała się opiekować dziadkami.
-Yh... nigdy mnie nie puszczają na takie zabawy, zawsze muszę siedzieć w domu.- mamrotała pod nosem wściekła klacz. Znudzona poszła na strych do "swojego pokoju". Stało tam tylko małe, zakurzone łóżko oraz szafa, i lustro. Cerise przebywała tu tylko, gdy miała zajmować się dziadkami. Nawet nie chciała patrzeć na to stare łóżko. Nigdy w nim nie przespała ani jednej nocy. Zawsze wymykała się z domu, by przysiąść na jednej z chmur, ale teraz jakieś pegazy rozmiotły wszystkie pobliskie chmurki. Spojrzała na szafę.
-Może będą w niej jakieś ubrania czy coś, to sobie ułożę legowisko.
Podeszła do szafy otwierając ją. W środku była tylko jedna, czerwona koszula. Cerise skrzywiła się na jej widok.
-Wyboru nie mam.- wymamroczała zrezygnowanie zakładając ją na siebie. Następnie podeszła do lustra, by zobaczyć jak wygląda. Z początku widziała tylko siebie, ale zaraz potem w odbiciu lustrzanym ujrzała za sobą szarego jednorożca. Odwróciła się.
-Scar?- zapytała drżącym głosem, ale nikogo tu nie było. Serce zabiło jej mocniej, adrenalina przeszyła jej ciało i umysł. Znowu popatrzyła w lustro.
-Ok Cerise, tu nikogo nie ma.- powiedziała do siebie pegazka głęboko oddychając z zamkniętymi oczami. Otworzyła je i spojrzała w lustro. Znowu za sobą widziała jednorożca. Odwróciła się, znowu nikogo nie było. Pegazka wystraszona zaczęła się cofać, patrząc w to samo miejsce, aż zadem natknęła się na lustro. Zamiast zimnego szkła, poczuła mrowienie. Odwróciła się. Tym razem dotknęła lustra kopytem. Jej kopyto zamiast czuć opór, "weszło" do lustra. Pegazka cofnęła kopyto patrząc na nie.
-O kurde.- szepnęła podchodząc do lustra, ale teraz cała weszła do magicznego lustra.
W śroku zobaczyła pustkę, czarną nicość. Było chłodno, chociaż pojedyncze ciepłe fale muskały jej ciało. Po chwili zrobiło się gorąco. Przed sobą zobaczyła blade światło zbliżające się w jej kierunku, aż całe ją pochłonęło. Cerise była w parku w Ponyville. W nim zobaczyła siebie, jako młodą klaczkę oraz Pinkosławę kłócące się.
-Pamiętam to.- szepnęła Cerise podchodząc do dzieci.
-Weź się, to na pewno ty! Wybaczyłabym ci po nawet pięciu razach, ale żeby tyle? Weź nie kłam i się zastanów! Powiedz lepiej już prawdę!- krzyczała mała Pinkosława.
-Ale to na prawdę nie ja!- usprawiedliwiała się klaczka z kokardką. Pojedyncza łezka spłynęła po jej policzku i piegach.
-Dobra, nie to nie.- powiedziała wścikła Pinkie odlatując. Mała Core popłakała się. Duża klacz przytuliła ją. Oczywiście malutka klacz nic nie czuła. Nagle obraz się zmienił, teraz była w Canterlocie na koronowaniu Księżniczki Twilight Sparkle. Znajdowała się w tłumie kucyków. Przez wszystkie mogła bezproblemowo przenikać. Ujrzała Pinkosławę przeciskającą się przez tłum kucyków głośno sapiąc. Cerise pobiegła za nią. Dwie klacze wybiegły ze stolicy Equestrii. Pinkosława zatrzymała się przy starym i opuszczonym budynku. Nagle zza rogu wyszedł szary jednorożec, z bordowymi włosami. Miał on liczne blizny na ciele.
-Przyniosłaś to, co ci kazałem?- spytał.
-Tak, proszę.- Pinkosława podała kucykowi jakąś kartkę.
Nagle Scar popatrzył prosto na Cerise, której tu nawet nie było. Pegazka wystraszyła się.
-Dawno cię nie widziałem.- rzekł Scar patrząc ponownie na kartkę. Powietrze w otoczeniu się zmieniło, znowu było zimno, Cerise powróciła do starego pokoju w domu jej dziadków. Cerise w kieszeni koszuli miała ową kartkę. Przeczytała jej treść.
"Heh, wiesz co? Ta głupia Cerise nadal mi ufa! Powiedziała mi dzisiaj, że ma chłopaka! Co za naiwna klacz, nawet nie wie, że możemy te informacje łatwo wykorzystać!"
Cerise poznała pismo Pinkoławy.
 

 
Rozdział ostatni.- Pokój
Klaczki ukłoniły się przed królem.
-Powstańcie moje miłe, otrzymałem właśnie list od waszej Księżniczki Celestii, że chcecie zawrzec pokój. Czy to wy jesteście wysłanniczkami Księżniczki?- spytał dostojnym i poważnym głosem król.
-Tak królu. To my.- odwpowiedziała Teresa wychodząc na przód gromady.
-Hej, wy dwie, pomarańczowe, co wam dolega?- spytał smok.
-Piątka smoków porwała Cerise- Teresa wskazała kopytkiem na przyjaciółkę.- Więc poleciałyśmy za tymi smokami. Gdy doleciałyśmy tutaj smoki weszły wraz z nią do jakiegoś pokoju i ją krzywdziły, więc Jessie- tu wskazała na nią- postanowiła ją ratować, zabijając czwórkę, a piąty dźgał ją nożem..
-Czekaj, zabiłyście moich podwładnych?- przerwał jej król.
-Nie miałyśmy wyboru.- powiedziała cała zestresowana Teresa.
-Zaraz o tym porozmawiamy, ale kontynuuj.
-Więc Jessie zabiła tą czwórkę, a gdy ten piąty zaczął ją powoli zabijać, zaczęłyśmy go mordować.- dokończyła wystraszona Teresa.
-Hmm... a jak wyglądały te smoki?- spytał smok.
-Wszystkie były ciemno fioletowe, i miały małe skrzydła.- powiedziała Jenny.
-Fioletowe powiadasz? A ich oczy?
-Jasno zielone.- odpowiedziała Jenny.
Król zamarł.
-Czy... czy coś się stało?- spytała podchodząc blisko Jenny.
-Jenny, wracaj!- szepnęła do niej krwawiąca kuzynka.
Jenny szła nadal.
-Dziękuję wam.- szepnął uśmiechając się król.
-Za co?- spytała Jenny stając przed tronem.
-To byli moi wszyscy bracia, którzy porywali pegazy i jednorożce, by je sprzedać bądź zaciągnąć do pracy.- powiedział uśmiechnięty smok.
-To jak?- spytała Jenny.
-Więc za nagrodę zostawimy Equestrię w spokoju i dam wam, moje kochane, tyle pieniążków ile chcecie.- powiedział król śmiejąc się. Reszta kucyków dołączyła.
-Hej, straże! Weźcie te dwie do szpitala! A resztę do spa, niech odpoczną po tak długiej podróży!- krzyknął król.
Po powrocie do Equestrii Cerise i Jessie wyzdrowiały, piątka kucyków dała pieniążki na odbudowę Equestrii, a na ich cześć wyrządzono wielką Galę. Ale Cerise nadal męczyła myśl, czy Milestone na prawdę była u króla.
KONIEC
~~Wasza Cerise~~
 

 
Rozdział 7- Kat
-Jessie!- krzyczała nadal Jenny łapiąc ją wreszcie za ogon. Dwie pegazki podleciały do koron drzew, by się skryć.
-Co ty wyrabiasz?! Tam jest Cerise, wiem, że to są smoki, jeden trzyma wór. W worze jest dziura i widzę jej ogon!- szepce do Jenny Jessie.
-Polecimy za nimi, ale ostrożnie i po cichu. Będziemy ich śledzić aż dotrą na miejsce.- wyszeptała jeszcze ciszej Jenny.
-Yh..., ok, ale gdy dolecimy będziemy się bić?
-No jasne że tak, przecież nie powiedzą "Oddajemy wam waszą przyjaciółkę" trzeba ich ogłuszyć czy coś takiego.- powiedziała Jenny wychylając ostrożnie głowę, by zobaczyć, czy smoki odleciały.
-Jessie, to były smoki, czemu do nich poleciałaś?!- krzyczy Teresa zmachana z Serene na grzbiecie.
-Ciiiiii!- mówią obie pegazki.
-Polecimy za nimi.- powiedziała po cichu Jenny.
-Po co?- pytała Teresa.
-Tam jest Cerise.- odpowiedziała Jessie.
-To lećcie już, bo oni są już daleko z przodu.- rzekła Serene pokazując kopytkiem.
Trójka pegazów leciała cicho za smokami, tuż nad koronami drzew, by jakby co skryć się w nich. Po dwóch godzinach dziewczęta wleciały do wielkiego zamku (tuż za smokami). Twierdza była koloru szkarłatu z połyskującymi licznymi klejnotami podobnej barwy. Na ścianach widniały szare witraże z namalowanymi smokami. Jeden z nich przedstawiał napad smoków na jakąś wioskę. Klacze bardzo się bały, że inne smoki mogą je spostrzec. Piątka smoków przed nimi wleciała do jakiegoś pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
-Co teraz robimy?- spytała jak najciszej mogła Teresa.
-Tam jest okno, zobaczmy co tam robią!- powiedziała cicho Jessie.
Kucyki podleciały do sporych rozmiarów okna i wyjrzały przez nie ostrożnie. Pomieszczenie w którym były smoki było niewielkich rozmiarów. Ściany były koloru czerni, a przy ścianach stały ciemno brązowe stoły i szafy. Na środku pokoiku był duży stół. jeden ze smoków wziął wór i go otworzył. W środku rzeczywiście była Cerise. Miała związane przednie kopytka jak i tylne.
-Ładny pegaz, wydaje się być również szybki.- powiedział jeden ze smoków.
-No, przecież ledwo ją dogoniłem!- krzyknął drugi zachrypiałym głosem.
-Sprawdzimy, do czego nam się przyda.- powiedział znów pierwszy wyjmując nóż z jednej z szaf. Podszedł do klaczy i zrobił jej niewielką krzywdę tnąc jej skórę na grzbiecie. Cerise pisnęła.
-Dosyć wytrzymała.- rzekł smok odkładając nóż. Spojrzał na jej znaczek.
-Masz dwa znaczki?- spytał. Klaczka powoli pokiwała głową.
-Dlaczego jeszcze jej nie ratujemy?- spytała przerażona Jenny do przyjaciółek.
-Jeszcze nie.- uspokoiła ją Teresa kładąc jej kopytko na ramieniu.
-Hej, wy głupie smoki, złapcie mnie jeżeli potraficie!- krzyknęła nagle Jessie wlatując do pomieszczenia. Pegaz chwycił nóż i wyrżnął jednemu ze smoków gardło, przez co upadł na ziemię. Drugiemu wbiła owy nóż w głowę. Runął na podłogę. Pomarańczowy pegaz nadal atakował. Wbił nóż kolejnemu w brzuch, a następnemu w kark. Ostatni cios był wymierzony w kata Cerise. Smok zrobił gwałtowny unik, przez co Jessie trafiła w Cerise z taką prędkością, że nóż jej wyszedł na wylot skrzydła. Wszystkie klaczki się przeraziły. Cerise krzyczała. Smok chwycił Jessie i dźgał ją nożem ile wlezie. Klacze natychmiast podleciały do kata Jassie. Teresa odebrała mu nóż i wbiła mu go w kark. Jenny kopnęła go jak najmocniej mogła w twarz, a Serene brutalnie urwała mu małe skrzydło (smoki w mojej fantazji mają 4/5 ciała i 1/5 wielkości skrzydeł). Smok padł na ziemię. Klacze wzięła Cerise i Jessie na barki i wybiegły z pomieszczenia. Nie znały tego zamku, więc po prostu uciekały. Serene otworzyła wielkie wrota. W środku ujrzały króla smoków.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ten blog jest przeznaczony na pisanie krwawych rozdziałów, nie zależy mi na komentarzach, odwiedzinach czy ogólnie wyglądzie, po prostu będę pisać tu by mi go nie zamknęli . Pomysł mi podsunęła Jenny Jutro będzie rozdział 7 fanfic number 2
~~Wasza Cerise~~